
Wydarzenie to miało miejsce w Roku Pańskim 1246 na północ od Morza Kaspijskiego. Prawdopodobnie w maju grupa jeźdźców wjechała na szerokie stepy prowadzące w głąb Azji. Przemierzając wybrzeże morskie, podróżni przecięli wschodnią granicę kontynentu europejskiego. Wśród nich był mnich zwany Benedictus Polonus. Wiadomo, że urodził sie on w Wielkopolsce ok. 1200 roku i był zakonnikiem klasztoru franciszkańskiego we Wrocławiu. Tam zapewne poznał go Włoch Giovanni da Pian del Carpine, prowincjał tego zakonu na Polskę przed najazdem Tatarów na nasz kraj i bitwą pod Legnicą w 1241 roku.

Klęska Henryka Pobożnego - księcia wrocławskiego, krakowskiego i wielkopolskiego, wywodzącego się z linii Piastów Śląskich, przeraziła chrześcijańską Europę. Papież Innocenty IV, wstrząśnięty potęgą militarną najeźdźców z Azji, postanowił wysłać misję do wielkiego chana z prośbą o zaniechanie napadów na państwa europejskie i przyjęcie chrześcijaństwa.
Uczestnicy wyprawy mieli opisać wierzenia, obyczaje i system zarządzania państwa Mongołów, obejmującego ludy praktykujące różne religie. Ponoć jedno z plemion przyjęło nestorianizm. Odprawiali oni msze w języku aramejskim, którym posługiwał się Chrystus, ponadto czcili krzyż i Pismo Święte. W Karakorum, stolicy mongolskich chanów, znajdował się kościół nestoriański, a jeden z jego wyznawców był kanclerzem wielkiego chana.
Do czasu misji Europa niewiele wiedziała o wnętrzu Azji. Nieliczne wieści o Chinach docierały do niej za pośrednictwem żeglarzy. Wcześniej podróżowano drogą lądową do Azji zwaną Jedwabnym Szlakiem, co sprzyjało spotkaniu dwu cywilizacji, jednak w VIII wieku podczas podbojów ta najkrótsza lądowa trasa przestała istnieć.
Wysłannicy papieża podróżowali bez map. Pierwsze wizeruneki geograficzne Chin powstały już w III w n.e., ale Benedykt Polak ich nie znał, gdyż do jego czasów nie były one drukowane ani tłumaczone. Kraj Mongołów daleko za Morzem Kaspijskim dla podróżników był wielką niewiadomą. Podążali oni tam "ze łzami w oczach, nie widząc, czy jadą na śmierć."
Misja papieska pod kierownictwem Giovanniego del Carpine wyruszyła z Lyonu 16 kwietnia 1245 roku. Jej droga przebiegała przez Niemcy, Czechy i Ślask. Prowincjał włączając do wyprawy naszego mnicha liczył pewnie na to, iż Polak lepiej zna język i obyczaje Rusinów, przez których ziemie zamierzał dotrzeć do Tatarów (często utożsamianych z Mongołami). Z tatarami wysłannicy papiescy zetknęli się po raz pierwszy nad dolnym Dnieprem. Przedtem byli we Włodzimierzu Wołyńskim i Kijowie. Ruś okazała się równie gościnna, jak i Polska. Przez Kijów dotarli do Kaniowa i 19 lutego 1246 roku przybyli do wilekiego obozu tatarskiego, którego dowódca miał pod rozkazami 60-tysięczno armię. 26 lutego Benedykt Polak i towarzysze wyruszyli przez Kumanię do obozu Batu-chana położonego nad dolną Wołgą, gdzie dotarli 4 kwietnia 1246 roku. Mimo morderczego tempa podróżnicy, Włoch i Polak sporządzili kroniki i opisy georgaficzne przebytych okolic i terenów przyległych, o które wypytywali przewodników.

Na dworze Batu-chana mnisi spędzili 4 dni. Wódz ten władał potężną armią, która podbiła Bułgarię Wołgo-Kamską, zaatakowała Ruś i napadła na Polskę. Ten wnuk Czyngis-chana, twórcy mongolskiej potęgi, dokonywał właśnie zjednoczenia Złotej Odry, która miała scalić Zachodnią Syberię, Wschodnią Europę i Azję Środkową. Drżały przed nim wszystkie ludy stepowe od Irtyszu aż po Krym. Przez Mongołów uważany był za świetnego dowódcę i organizatora, a nawet otrzymał przydomek "mądry". Ta mądrość nakazała mu zaprezentować przedstawicielom papieża rozległe imperium mongolskie i zezwolić na dotarcie do jego kolebki. Mnisi wkupili się w łaski Batu-chana 40 skórami bobrowymi i 80 borusczymi. 8 kwietnia opuścili stolicę Saraj-Batu.

Notatki mnicha Benedykta pozwalają z dużą dokładnością określić, kiedy pierwszy Polak dotknął nogą innego kontynentu. Jego raport był później wielokrotnie studiowany. Od połowy maja do połowy czerwca 1246 roku Włoch i Polak jechali doliną Syr-darii. Stanowiła ona wtedy najdalszą granicę znanego Europie świata. Od tego miejsca obaj mnisi zaczęli poszerzać horyzonty geograficzne mieszkańców swego kontynentu. O takich podróżnikach, zmierzających ku nieznanemu i niezbadaneu mówi się, że dokonują czynów heroicznych. Przestają wówczas przynależeć wyłącznie do swojego narodu, a stają się przedstawicielami ludzkości.
Po opuszczeniu krain stepowych, wjechali na obszary górzyste, przekroczyli Bramę Dżungarską i udali się na Wyżynę Mongolską. 22 lipca przybyli nad rzekę Orchon, gdzie znajdowała si letnia rezydencja mongolskich chanów, zwana Syra-Orda. Z ich opisów wynika, iż była to ziemia mało płodna, piaszczysta i jałowa, brakowało wsi i miast z wyjątkiem jednego. Było to legendarne Karakorum, które powstało w XIII wieku wraz z państwem mongolskim, jako siedziba Czyngis-chana. W latach 1229-1241 rozbudował je ulubiony syn władcy - Ugedej.
Posłowie papiescy trafili akurat na intronizację kolejnego wielkiego chana, którym został syn Ugedeja - Gujuk-chan. Na jego dworze mnisi gościli 4 miesiące. Benedykt Polak opisał wielki przepych, jaki tam panował. Uroczystości elekcyjne trwały siedem dni wypełnionych ucztami i igrzyskami. Wielki chan wydał się mnichom poważny i srogi, nie poświęcił im należytej uwagi. Nie zadbał nawet o to, aby nie pomarli z głodu. Ratował ich jeden dworza - złotnik rosyjski.
11 listopada 1246 roku wielki chan wręczył posłom odpowiedź na list papieża. Napisana była po persku i ujgursku, a zdobiła ją pieczęć w chińskim stylu. Chan zignorował wezwanie do przyjęcia chrześcijaństwa. Zażądał wyniośle, by papież osobiście przybył do niego na czele wszystkich władców Europy i oddał mu hołd. Dwa dni później posłowie ruszyli w drogę powrotną. Po przeszło pół roku dotarli do Kijowa, gdzie witano ich jak ludzi cudem powracających z innego świata.
Po powrocie z Lyonu, gdzie rezydował papież Innocenty IV, Benedykt Polak został gwardianem konwentu franciszkanów w Krakowie. W 1252 pozwano go jako świadka cudu związanego z relikwiami biskupa Stanisława. Bolesław Wstydliwy, który wsparł finansowo wyprawę papieską do Mongolii, przygotował wówczas kanonizację tego męczennika, zamordowanego na stopniach ołtarza w kościele na Skałce. Legenda o cudownym zrośnięciu się jego posiekanych członków miała kształtować ideologię zjednoczenia państwa polskiego.
Lelewel twierdzi, iż Benedykt Polak dożył sędziwego wieku, ale miejsce jego zgonu i spoczynku nie jest znane.
